Lubię, kiedy mam  w czubie...
Polska oczami czasem mokrymi od łez...
"Skwar, rzar leje z nieboskłonu na naszą ławeczkę, i tak myślem, że może by któryś z uczonych z magistratu jakiś parasul nam postawił. Siedzim my tak i bezmyślno okiem obserwujem muchem co na chodniku kitę wali.

Smutnym krokiem do nas dzisiaj dosiadł Pan Koncyliusz co to od lat już na meryturze  nauczycielskiej. I gada

- Tak se patrzym na nasze profesarki i inne dochtory czy adiunkty jak Bondyra Krzyś co to za eskperf poważany w środowiska tutejszaj bisnesklapy jest za prima sort, uważajem, że to źle wróży jak tylko młody i marny ma być rechtorom naszej uczalni.

Myśla sobie, co taki szczun skąd ma mieć poważanie na tem stanowisku, kiedy ma czupryna na glacy? Czy wie jak smakuje "czar księżyca"? Skąd taki wi co piszczy w trawie, gdy nigdy nie zapaskudził chodnika po Julci imieninach?

A nasz profesor? O toż to człek światowy! Z niejednej już kanki pił! I zna sie na rzeczy. Wie co robić aby z japońca ryżowego nasienia "czyściuchę" walnąć, że same żółtki w kolejke na przepis czyhają.

Czy "młody samczyk" wi co to "strażacka"? A "patykiem pisane"? A jak zwał - nie pije, nie młóci a chłopa obróci?

A co wi oszczymurek na temat J-23 z posmakiem karbidówy? Kojarzy mu we łbie z Klossem? Ano ni, toż to bodajże jedyny wyrób w świecie co to reklamy nigdy nie miał a spożycie, że ho, ho, hooo... To cudo na niwie społecznej konsumencji ankoholowej było nie do podrobienia i przebicia.

To to jak człek walnął to i pchrachnienie uszło i syrene poprowadził do doma. A tera? Dziubniesz nieco i od razu cała komunda po zapachu wi, żes zalany w trupa.

Kiedyś my w pakamerze wuefisty taka aparatura trzymali, że jak sekretarz miejski miał wizytacje z centrala to najlepsze auto z komendy MO przysyłali i pożyczali aparaturo na cała noc.

Jak mnie nie muli to była jedyna rzecz za "matki - komuchny" rzecz, za która komendant kwitowanie osobiście dawał, że nie papsuje i że z odsetkami we właściwej ilości procentów odda.
I nigdy chłop nie splamił się dyshonorem. Kwit mus kwit. Ambitne luda wtedy byli.

Jak znam to chyć w 1948 roku była sprawa milanowskiego bimbrownika z derektorem monopolu. Jak wieta, bimber z żyta się czasem robi, wytłoczyny są co jeszcze moc ankoholu mają dobro. Chłop wyrzucał na pole a tam jak wiadomo wszelkie dobrodziejstwo inwutarza se chodzi.
No i kiedyś idzie se akcyźnik tronkowy i gały ze zdumienia wyciera. A tu na polu w zagrodach konie  na zebach biegają, kura koguta leje w dziób, kot z psem molestowanie w kurniku obrabiają, myszy sztajera półnagi tańcują, o świniam nie mówię, bo ponoć cholery myć sie nauczali. Normalna chryja , dobrodzieje.

No więc po drugim szoku urzędnik bięrze milicja i hajdawer na sąd staroscicki. A tam poważany sąd wziął bimbrownika w obroty i pyta się dlaczego berbeluchą zacne zwierzaki otumania?

- Jaką berbeluchą? kaja się. - Berbeluche robi derektor, u mnie bimber zacny i ponad 98 procenta ma a jego? Ledwo zipie na 92 pracenta - broni swego człek. Sąd patrzy, spróbował - faktyco. Kara jednak była nie miłosieran - melion i 10 lat młyna.

A tyra? Taki nieopierzony kurza twarz, w w jeża oskubany chce być rechtorem? On żadnej wiedzy nie ma, prachtyki, padł by jak kawka na egzaminie. Co on wie co to zacier, jaka temperatura aby za ostre i poważanie śmierdzoce nie było, co i ile, lub z czego?

Teraz taki jeden z drugim jak se umyśli, że kiedy kupi jakiś lyskacz w tańc budzie na kolorowo, przy gołej babie na rurze to już rechtorom musi być.
Musiem w ministrach jakiś znajomy być albo tradycjonalista trunkowy, że nakaz złożył aby starszych szanować.

Faktyco, starszych trza szanować i mianować. Toż to kopalnia wiedzy i tradycji. A taki młody trep co? Każe nam rechlamowany jakiś szajs pić każdego dnia. Łykli my po "wiśni" z 1991 i z rozmarzeniem snuli swoje po materii - co to je 98 procent ankohola?"

rok 2002


Dla wtajemniczonych "leszczyniaków" tekst wyda się znajomy. Ktoś, kiedyś mocno "smarował", aby kumpla na stanowisko wyforować. Ot, taki leszczyński obyczaj. Czy się coś zmieniło? A Pan Stefan? Zmarł w roku 2006, normalnie ze starości. Była to żywa legenda Leszna. Zapomniana przez, jak to mówił "potworków Bieruta i Gierka". A szkoda, gdyż Leszno miało swoich gawędziarzy. Niedocenionych. Cóż, czasy reżimu komunistycznego nie sprzyjały tradycji i kulturze.
rZar
"zabita tradycja"