Designed by GOEMO.de
Copyright © 2006 by "Project '36'"
All Rights reserved
Świocha Ducklandii
adova
Giełdowy zawrót głowy czyli oszukuj oszukujących
Zenek jak zwykle mnie zaskoczył. Kiełbasę dla psa, piffo dla siebie a dla mnie jak zwykle - pytania.
- Szefuniu, wiem żeś zapracowany, lecz odpocząć czas zacząć. - rozsiadł się wygodnie na tarasie. Dosłownie. Zenek mało kiedy używa krzeseł czy innych podpórek pod swoje siedzisko.
- Taaa.. zaraz - kończę.
Po paru minutach usiadłem na ławie przy stole na tarasie. Coś było nie tak. Nie pasowało mi otoczenie. Spojrzałem tu i ówdzie i w końcu zaskoczyłem. Zenek był OGOLONY! Ze zdumieniem nie mogłem uwierzyć. To rzadkość mieć przyjemność ujrzenia tutejszego “guru światka rozumnego” w takim stanie. Już zaczynałem się obawiać o zdrowie mojego nieodłączonego znajomego, gdy sam się odezwał.
- Proszę wybaczyć Prezesuniu, tak wypadło. Złapali mnie onegdaj wczora z rana dwa “psy” i dali mnie ultimata. Albo się gola albo mnie na 48 ha wsadzą.  Z razu myslal ja, że chodzi im o tą rynnę miedzianą czy sztaby - wie szef, takie cuś wielgachne na metr i grube na palec, waga jakoś tak na 25 kg miedziuchy. Ale ni. “Psy” nie były z tej bajki ( czyli z dochodzeniówki - przyp. autora), więc im walę - O co chodzi kochana władzuchno? A oni mnie, że dzisiaj jest w Lysznie finał żużla i jako obywatel tego miastuchna mam mieć wygląd intelekta, co by potem o naszej świosze na telewidieniu paluchami brudnymi światowe gwiazdy nie wytykali. I nakazali mnie, co do ogolenia i przebrania w ciuchy insze. Początkowo się opierałem, ale jak zagrozili, że “kapną” mnie do MOPR-a ( leszczyńska pomoc społeczna i aspołeczna ) za ta, że pół zasiłkowni na flachę przejadłem, zmieknołem. Z ubraniom było kiepskowato, więc zaraz coś tam dla mnie z i ichnej instytucyi coś grapneli. Wie szefuncio, jest taki gostek w Lesznie co burdel prowadzi a ma drugiego znajomka co to ciuchami z lumpu handluje. I aby w naturze równowaga była, handel wymienny porobili. Ten co ma burdel ma spokój i może co wykształconych notabli tutejszych bez nadzoru policyjnego przyjmować i brać kasę a w zamian, ma ten drugi jakiś frak kulturachny dać. Czyli mnie odziać jak jakiegoś łachmytę tylko z innym wyglądem. Bardziej światowo.
- No to ja widzę Zenek, że częściej powinno w Lesznie coś się dziać. Może i styl byś zmienił.
Tu Zenek zdziwiony spojrzał spode łba na mnie.
_ Szefunciu, nie igraj z losem. Co ja ci zrobiłem, że Ty mnie tak mało grzecznie przyjmujesz i nachalnie obrażać zaczynać?
- Okey, - mówię - Zenek, coś Ciebie gnębi.
_ Ano, jak mnie w te łachmany burżuazyjne ubrali to se podsłuchał gadkę dwóch “gamgoli” co to z “psami” na wypas ruszyli, że niby opisywać jak to Leszno pikne jest.
( “Gamgole” to tutejsi niby dziennikarze , na usługach władzy, nie mylić z prawdziwymi dziennikarzami przyp. autora )
- A oni cuś o giełdzie zaczeli prawić. Nic a nic nie rozumiałem. Coś o kasie, o jakiś deksach, wskazówkach i takie tam pierdoły. No i dawaj chwalić się jakie to kasę robio. Więc jak mnie już puścili, co było oszustwo, gdyż żadnego w sobotę sporta nie było, tak se myśla, że zajdę do Szefunia i spytam się o co w tem giełda chodzi. Bo Szefunio wie, że tam gdzie łatwa kasa to i mnie zabraknąć nie może.
Słuchając Zenka, zacząłem się śmiać.
_ Zenek - mówię - Czy gdybyś miał bank, umiałbyś go prowadzić? Zenek pomyślał.
- Nie, no bo niby jak mam tłumaczyć jutro, że klient wczorajsza kase u mnie zdeponowawszy już nigdy nie obaczy? _ rezolutność Zenka czasem mnie powalała na ziemię. - To za trudny interes. Z “psami” to zawsze sobie poradzę. Złapią mnie a ja im, że to nie moja łapa. Tu nie miałbym za grosz sumienia taką emerytkę w kapuchę prowadzić. To nie dla mnie.
- No widzisz Zenek. Bank sam jak widzisz muszą prowadzi osoby, mające głęboko gdzieś innych. Giełda to coś podobnego. Tylko nieco inna grupa złodziei tam działa. Generalnie giełdy na świecie to obszary działań spekulantów i podobnych im krwiopijców. Nie myl z prawdziwym kunsztem złodziejskim i mafią. Tam są inne reguły, zresztą sam wiesz. Giełda polega głównie na oszustwie. Tak naprawdę giełdy to były kiedyś, kilka wieków wstecz.
- Szefunciu, duża prośba, to, że wyglądam wyjątkowo niechlujstwo wcale nie upoważnia do takiego mnie traktowania. Ja nie z tych profesorków czy doktorków albo nadzianych “burguntów” jak Paul co tu co jakiś czas walą. Ja ich szanuje, szefcio wi, więc mnie należy także, nie?
- Okey, łapię Zenek. Sprawa jest z giełdą tak. Zakładam, że w jakiś sposób masz kasę. A Twój kumpel ma burdel. Przyszło ciepłe lato, więc tutejsi notable powysyłali żonki na wczasy wraz z dzieciakami, inni znowu robią spotkania integracyjne - coś rodzaju mieszania krwi żeńsko-męskiej bez wstydu za firmowe pieniądze i mają kupę wolnego czasu i kasy. Więc pędzą co jakiś czas do burdelu aby przynajmniej nadrobić stracony czas przy żonce albo aby nie zapomnieć jak to się robi. Twój znajomy ma jednak problem. Ludzi za dużo na jego pokoje. Kombinuje jak koń pod górę, wstawia piętrowe łóżka z firankami, dostawki na korytarz z papierowymi przepierzeniami itd. Co robi więc w takiej chwili? Zamiast iść do banku wali do Ciebie i kliku Twoich kumpli po kasę. Do banku nie idzie, gdyż zanim im wytłumaczy po co jemu kasa, to klientela może mu z “głodu” przelecieć całą rodzinkę. A to źle wróży okresowi zimowemu. A on musi wybudować dodatkowe kilkanaście pokoików. Rozmawia z Wami i mówi mniej więcej tak. “Dajcie kasę, tyle a tyle a ja Wam odpalę co rok dolę większą niż jakikolwiek bank na świecie i lichwiarz.” Wy kombinujecie i w końcu mówicie - dobrze. Dajecie mu tyle ile potrzebuje a on za to rozpoczyna budowę kolorowych i mocno zaciemnione alkowy. Po roku idziecie po kasę a on Wam odpala dolę.
- Aż rok? - pyta zdziwony Zenek.
- O nie, to nie wszystko. To dopiero część gry spekulacyjnej. Załóżmy, że w środku roku masz ochotę na większe pragnienie i zamiast dwóch “czartów” dziennie chcesz obalić coś jeszcze pomroczniejszego.
- O nie - zaprotestował Zenek - na “Czar Marychy” się nie piszę, życie zbyt krótkowate.
- Nie tak, Zenek - zacząłem się śmiać - W każdym razie, lipiec, ładne i długie nogi zaczynasz zauważać, jednym słowem wydatki się kroją. Idziesz do kumpla aby co dał wcześniej Twoją dolę. A on, jak wiesz mocno “wydatkowy” jest. Mówi krótko , nie. Co robisz? Szukasz pomysłu na skrócenie czasu dojścia do celu po pięknych nóżkach i “zadołowaniu” się w kształtach mlekopodobnych. Znajdujesz kogoś, kto kupi od Ciebie Twoją dole lub część jej, aby mieć ukochaną kasę w wydatkach.
Czasem myślę, że przebywanie z Zenkiem zbyt upraszcza moje myślenie. Brnę jednak dalej.
- W końcu znajdujesz kogoś, który kupi od Ciebie część lub całość tzw. udziałów. Do tej chwili wszystko jest okey. Zgadza się? - sprawdzam Zenka inteligencję. Kiwa głową, że rozumie i wszystko jasne, co potwierdził głębokim westchnieniem. Upił nieco piffa.
- Zabawa zaczyna się wtedy, gdy właściciel burdelu ma problemy z budową lub co gorsza jego klientela padła ofiarą zarazy pospolitej. Czyli wcześniejszy powrót żon wraz z rozwrzeszczanymi dzieciakami, drogę magistrat remontuje przed burdelem i tak dalej. Co się dzieje wtedy? Brak kasy a co za tym idzie brak “doli” corocznej. A więc kłopot. Była kasa, nie ma kasy. I tu zaczyna się spekulacja zwaną Giełdą. Jest to nic innego jak przerzucanie tymi “dolami” na wszelkie sposoby, aby tylko nie dać się złapać na kłamstwie i oszustwie. Bo pokaż mi człowieka, który przyzna się do oszustwa?
- No takich naiwnych to raczej brak - stwierdził krótko. - To kto na tym zarabia?
- Ci, którzy potrafią najlepiej oszukiwać. Żył sobie kiedyś taki filozof, zwał się Owidiusz. To on “rzucił” maksymę czyli myśl tzw. złotą. “Oszukujcie oszukujących”. To motto każdej giełdy. Giełda to nic innego jak spekulacyjna piramida finansowa uznana prawnie. Ot i to wszystko.
- Czy, za przeproszeniem że się spytam, szefuncio i jego znajomki tez gracie na giełdach?
- Nie, Zenek - uśmiechnąłem się - Żaden z nas nie gra lub jak kto woli inwestuje. Po prostu to zbyt łatwe i raczej nie należymy do kategorii ludzi, którzy zajmują się okradaniem innych, szczególnie biednych. Bo to właśnie ci, są głównymi dostarczycielami wszelkich środków. Zenek powiedz mi, czy jeśli Ziutek nie odda ci kasy to co mu robisz?
Zenek o mało nie zakrztusił się, skończyło się na poplamieniu służbowej koszuli, w paski i kratę ( kto takie cuda szyję ).
- Niech Prezes nie pyta, bo po co wiedzieć. Ziutek nawet o tym nie myśli.
- No widzisz a na giełdzie możesz robić co chcesz, nawet mandatu nie dostaniesz.
- To kto tam gra na tej giełdzie?
- Wszyscy ci co mają jakąś tam kasę, dojścia do informacji, zatrudniają prawników, analityków i wszelkiej maści “pomrocznych”, którzy zajmują się wynajdowaniem nowych sposobów na kantowanie wszystkich.
- Nawet rząd?
- Nawet rząd i nie tylko. Zresztą rządy wielu państw chętnie uczestniczą w tych gierkach i co ciekawe są największym dostarczycielem kasy na giełdach. W sensie negatywnym oczywiście.
- Czyli te dwa “gramole” nie zarobią?
- To nie powiedziane, na pewno nie zarobią tyle, gdyby im się poszczęściło ile np. bogaci. Raczej stawiałbym na ich przegraną. Tylko czy się przyznają do tego? Wątpię. Prędzej Ty się przyznasz do tej miedzi niż oni do porażki.
- Wcale nic nie skubnąłem - obraził się Zenek.
- Tak, a skąd masz kiełbaskę dla Azora?
- Wygrałem na giełdzie! - zaśmiał się Zenek.
No tak, ubranie jednak nie zmienia człowieka, to w Zenku lubię.