Wyspa dr. Moreau
Jest takie czarodziejskie słowo "dziennikarz". To on współcześnie jest odpowiedzialny za kraj. Od niego zależy, czy nasze dzieci będą żyły w zacofanym czy nowoczesnym kraju i godnie nosiły nasze nazwiska. Miasto wymienione istnieje naprawdę, lecz może dotyczyć każdego innego.W Seattle..

„- To tam jest ze trzydzie
ści lat do tyłu, hmm - powiedział cicho…”

Tak, nie ma jak dom… Dom letniskowy jest po
łożony na zboczu, nieco powyżej małej zatoczki jeziora, otoczony lasem. Wzdłuż zatoki ciągnie się wstęga drogi, pod sam dom. Gość? Goście? Po samochodzie poznałem, to Richard, nie sam. Przywitałem się, dzieciaki jak zawsze omijając mnie pędem popędziły poprzez taras w las… Po kolacji usiedliśmy na tarasie, delektując się zachodzącym słońcem nad lasem i jeziorem.

Zapytał - Jak było w ojczyźnie?
Chciałem go zaskoczyć, więc powiedziałem po dłuższej chwili - Będzie w Polsce ustawowo telemarketing.
- Co takiego? - ze zdziwienia odłożył szklankę. - Żart, oczywiście - nie dowierzał.
- Nie, poważnie - odpowiedziałem.
Długo milczał, napił się, obracając w dłoniach resztki trunku. Cicho powiedział -
- To tam jest ze trzydzieści lat do tyłu, hmm…
- Ano, w tej materii tak jest - stwierdziłem wzdychając.

Po około dwóch godzinach, w skrócie opowiedziałem o pobycie w Lesznie i wspólnym przyjacielu. Pokazałem mu strony polskich mediów, w tym leszczyńskich. Zaciekawił go ten temat.

- Dlaczego Polska jest tak uwsteczniona w wielu dziedzinach? - Zatrzymał się na roli mediów, chyba z racji, że sam jest redaktorem i dziennikarzem.

- Dziwne. Pamiętam, jak na uczelni profesor wkładał nam do głów „Media s
ą nie tylko od informowania, ale także od stania na straży wolności i wszystkiego, co jest z nią związane. Media to skarbnica złożona z encyklopedii, prawa zwyczajowego i wszystkiego co robimy na co dzień. Dorzucając do tego otwartość umysłu, kreujemy przyszłość.” Nikt inny poza rządzącymi, nie ma takiej siły, aby móc rozliczyć z podatków tych, co je zbierają i wydają. To rola dziennikarzy. Ich rola to sprawowanie w jakimś sensie opieki nad ubogimi, uczciwymi, pokrzywdzonymi w życiu, nie tylko materialnie. Jeśli ktoś robi inaczej, to nie nazywa się dziennikarzem. To informator, tania siła robocza.

Widzisz, u nas w USA są dziennikarze. Różni. Wydawca od nich wymaga znacznie więcej od tych, co tylko „drukuj
ą życie”. Moją rolą jest, aby tekst, jaki czyta gość z kilkoma zerami co miesiąc, mógł się nie tylko czegoś dowiedzieć, lecz także nauczyć. To ja mu przypominam, robię za „sekretarkę”, pilnuję, aby nie zboczył z właściwej drogi. To ja mam mu pomóc w rozwoju. Ja, redaktor. Inaczej nie weźmie gazety do ręki. I tym wygrywa nasza gazeta. Może mamy mniejszy zysk niż np. NYT, lecz mamy prestiż, a tego nie kupi żaden nakład dodatkowy z nagłówkiem katastroficznym. Ich czyta region, nas regiony większe od stanów. Oni mają swoją niszę, my swoją. Wzajemnie się czytamy. Po co? Aby walczyć? Bzdura! Aby się nawzajem czegoś nauczyć. To także zadanie i obowiązek pracy dziennikarzy.

Jak myślisz, gdybyśmy pisali tylko „jak robi
ć lewe interesy”, to mielibyśmy zajęcie? Zapewne tak. Zawsze się znajdzie jakaś pokręcona umysłowo grupa. Tu chodzi o co innego. O zasadę. O słowo „dziennikarz”. Na całym świecie ów wyraz znaczy dla wielu jedno - prawość i rozwój. To naczelna zasada, która powoduje, że wielu ludzi nie idzie do sądu, na policję, lecz do nas, do dziennikarzy. Rozsianych na całym świecie. Oni w nas wierzą i trzeba być nadętym głupcem, aby móc ich odrzucać stosując przy tym różne formy. Dziwię się leszczyńskim mediom. Dla mnie to im daleko do prawdziwego dziennikarstwa. To tak faktycznie tylko informatory typu, gdzie przenocować i jaka jest woda w kranie u sąsiada. Owszem, są to rzeczy niezmiernie ważne, szokiem jednak dla mnie jest to, że tym zajmują się tam w Lesznie wszystkie media. Dosłownie. Oni są na ulicy, boją się wejść do okolicznych domów. To „obserwatorzy”, a nie prawdziwi dziennikarze. Jeden artykuł o korupcji przez tyle lat? To miasto ma dwa domy czy jedną kamienicę? To u nas na wsi dzieją się rzeczy ciekawsze…

…Wiem, czym si
ę zajmujecie. Dlatego nie piszę o jakimś tam laboratorium na pustyni w Nevadzie, lecz o czymś innym. O projektach, które dają m.in. życie owym tysiącom placówek badawczych. I oprócz rozwoju, szukam u was także zawsze prawości. Mam, to napiszę, znajdę coś „pokiereszowanego”, też napiszę, na pewno grubszą czcionką. Oboje o tym wiemy. Przyjdzie ktoś do mnie z informacją o fałszerstwie, sprawdzę to i jeśli prawda, koniec z przyjaźnią - widać to nie była przyjaźń - i wszelkimi profitami, ale w Lesznie tego nie rozumieją, może jedynie zrozumiał to Robert Lewandowski pisząc o pijanym Stefanie Grysie, za co został publicznie nazwany hieną. W mojej ocenie Lewandowski nic nie rozumie. To człowiek starej daty. A artykuły w jego blogu wyraźnie mówią o pewnej „wrogości” wobec Grysa od lat.

Pożoga i popiół. I będę pilnował, abyście nigdy nie powstali z popiołów. Takich ja nie potrzebuję jako bohaterów w swojej gazecie. To nie prasa dla mafiosów czy pospolitych przestępców, lecz dla ludzi zajmujących się prawdziwym i uczciwym biznesem i życiem. Wspólnie pilnujemy czystości, prawości, uczciwości w tym obszarze.

- No, ale u was w USA Murzynów biją - zażartowałem. - Tak, to prawda, że mamy brud za paznokciami. Czasami bardzo duży. Nikt jednak tego nie ukrywa przed światem. To my go odkrywamy, a nie dziennikarze z Korei. Nie boimy się konfrontacji. My współpracujemy. Są pisma zajmujące się modą. Są, które piszą o śmieciach przed Białym Domem. Po co piszą? Dla publiki? Też, lecz ważniejsze jest to, że będą tak długo pisać, aż ktoś wyjdzie i posprząta. Każdy z nas lubi czystość i porządek - tak czyni wielu. To naszym obowiązkiem jest, aby było czysto nie tylko w Ratuszu, na ulicach, w piwnicach, lecz także na peryferiach. Bo na peryferiach też żyją ludzie, którzy chcą mieć czysto. A wiadomo, że jeśli w piwnicy jest brud, bałagan, to zalęgną się szczury, karaluchy czy inne robactwo. Nie wystarczy wskazać, gdzie są „szkodniki”, musi zosta
ć dopilnowane, aby przyszedł gość z miotłą i posprzątał. I do końca swoich świetlanych dni pilnował, aby się już to nie powtórzyło. Nie potrafi? Jest tyle ludzi na świecie, że zawsze ktoś się znajdzie. Nie ma ludzi niezastąpionych.

… Opowiedzia
łem Richardowi o pewnych różnicach między miastami w Polsce. O zmianach, jakie widziałem.

- Dla mnie Leszno, a takich miast jest w Polsce sporo, ma jedną cechę. Czas się tam zatrzymał.

- Polityczni inbredowcy? - spojrzał zdziwiony.
- Dokładnie. Leszno to chyba ostatni bastion byłych komunistów. Ciekawostką jest to, że udaje im się tam „hodowa
ć” nowych i godnych siebie następców (przyp. aut. patrz „blogi” Radio Elka). I mieszkańcy dają im w tym wolną rękę. Zajęci są własnymi sprawami. Media robią wszystko, aby ukrywać przed nimi wszystko. Wręcz współpracują z władzą.
- Kolaboracja?
- Coś w tym rodzaju. Sądzisz, że tam nie ma tematów jak za „komuny” zakazanych? S
ą. Tam, jakby ktoś zechciał przedrukować artykuł „Święte krowy” (przyp. Kurier Polski z lat 60-tych) to on byłby nadal aktualny. Tam jest pielęgnowane niemalże wszystko z epoki Stalina. Kumoterstwo, układ komunistyczny, czyli partyjne PZPR-owskie braterstwo krwi i broni (sprawa Ganowicza), zadziwiająca komenda policji, przedziwne dotacje urzędowe, uległa Rada Miejska, „spolegliwi” urzędnicy, itd. Co mówi Tobie słowo „obwodnica”? To droga omijająca newralgiczne miejsca. Obwodnica miasta to droga omijająca miasto. Miałem okazję zwiedzić sporo miast, w tym znane i nieznane mi wcześniej. Leszno to chyba jedyne miasto w świecie, gdzie nazywają „obwodnicą” drogę biegnącą przez samo Centrum!!! Możesz sobie to wyobrazić? Mało tego, „pompują” w nią coraz więcej środków.

Jest w Polsce takie miasto Śmigiel. Pamiętam, jak onegdaj jadąc z Wrocławia do Poznania, przejeżdżało się krętymi uliczkami tego miasta. Nie zapomnę wąskich uliczek Rynku. Teraz tam jest obwodnica. Omija miasto szerokim łukiem, posiada część wydzieloną na rozwijanie większej prędkości. I jak sądzisz, gdzie to miasto się znajduje? 800 km dalej? Nie, raptem około 20 km. Rozumiesz? To tylko kilka godzin pieszej wędrówki.

- Nogi niosą, rozum w miejscu.

- Gorzej. Tam rządzą „weseli sanitariusze”. Wiesz, ci od Mro
żka…

- No, moi duzi chłopcy, czas wrócić z wycieczek po „zabytkach” i do … kuchni. - Emily upomnia
ła się o swoje (moje?) królestwo. - Zabieram chłopców do góry, do spania. Jutro z samego rana idziemy nad jezioro i do miasta. Razem. - mrugnęła ostrzegawczo.

Stojąc na tarasie, patrząc na gwieździste niebo, rozmawiamy jeszcze o ludziach. Tych zwykłych, uczciwych, i nie tylko.

- W Lesznie mieszkają normalni ludzie. Jak wszędzie. Cały przekrój charakterów, gdzie tylko byś nie był. Te same problemy z dziećmi, z pieniędzmi, czynszami. Taki normalny świat. Podziwiam ich cierpliwość, chęć zobaczenia świata i życia, żeby nie supermarkety i samochody, to faktycznie byłoby to „mauzoleum dr Moreau”. Chocia
ż mam wrażenie, że tamtejsza władza usilnie chce postawić na rogatkach miasta szlabany z napisem „Leszno - granica między Europą a Azją”…



Paul Lomax






.
etiek.org