CZYLI O WPŁYWIE NIEMOŻNOŚCI PROWADZENIA POJAZDÓW NA ROZWÓJ UMYSŁU

“Jeśli ktoś nie posiada ducha swojej epoki, posiada wszystkie jej defekty…”

Cytat: “Zdaniem Stefana Grysa, ta funkcja lotniska spowoduje przyciągnięcie do naszego miasta ludzi z pełnymi portfelami gotowymi zainwestować swoje pieniądze w naszym mieście.” Typowy przykład bezwładu i nie przystawania do czasów obecnych. To mi przypomina czasy “komunizmu”. Według tamtych receptur na prowadzenie biznesu było potrzebne najpierw zatrudnienie sprzątaczki, potem kierowniczki kadr a następnie dyrektora.

Po dwóch latach przychodzili robotnicy i planiści - patrz J. Afanasjew. Nie bardzo wiem, skąd Pan Grys ma informację, że tuż za Odrą czy Bugiem czyhają hordy inwestorów z worami pełnymi złota i… czekają aż ktoś wybuduje im lotnisko, gdyż nie mają już ochoty jeździć iluś tam drzwiowymi limuzynami.

Czyżby brak możliwości prowadzenia pojazdu miał taki wpływ na rozwój umysłu?

To katastrofalna argumentacja. Dla wiedzy Pana Grysa to powody unikania Polski przez inwestorów są całkiem odmienne. I tu akurat lotnisko to mały “pikuś”. Wyobraźmy sobie, że jest lotnisko. W porządku. Wysiada gość z samolotu i co dalej. Hotel. Jaki hotel? Przy stacji benzynowej? Akwawit? Pan wybaczy, ale to raczej pensjonaty niż hotel dla poważnego inwestora. Widział Pan Grys hotel dla inwestorów z workami pieniędzy? Najbliższy w Berlinie czy w Pradze.
W Lesznie są hotele co najwyżej dla kadry niższego szczebla. Okey, zakładamy, że inwestor ślepy i ma poważne uszkodzenie rąk, na dotyk też można poznać z czego zbudowany ów przybytek. Coś przekąsi, pod warunkiem, że nie zabrał z sobą jedzenia. Łosoś z supermarketu raczej nie smakowałby.

Na drugi dzień urząd. Zapewniam Pana, Panie Grys, że ową wizytę zapamiętałby do końca życia.

Przede wszystkim wygląd. To straszydło a nie urząd. To relikt z minionej epoki. Tu proponuję Panu zrobić mistyfikację. Dogadać się z Urzędem Miejskim w Głogowie i tam prowadzić rozmowy z inwestorami. Zmienić szyldy na czas wizyty, zasłonić znaki informacyjne i po kłopocie.
Zapraszam do owego urzędu w Głogowie. Tam dopiero są warunki do prowadzenia czy przyjmowania gości czy inwestorów z worami. Ów urząd ma dwie sale, wielkością odpowiadające… niemalże całemu urzędowi w Lesznie. O wyposażeniu i marmurach nie wspominam. No dobrze, ślepy trafił się inwestor. Rozmowy. Co ma do zaproponowania miasto takiej osobie? Grunty. Gdzie? Czy Pan myśli, że zagraniczni inwestorzy to idioci, harcownicy?

Pozwoliłem sobie wczuć się taką rolę. Od czego zaczynam. Wywiad. Nie muszę wcale się ruszać z miejsca aby dowiedzieć się co kto reprezentuje. Wszak istnieje internet. Czytam o rozwoju miasta. Misja i Wizja to abstrakcja po przeglądnięciu kilku dokumentów, w tym ostatnio datowanym z roku 2005.
Szalenie ciekawi mnie dojazd. Kilka kliknięć i już wiem całkiem sporo. Brak dróg dojazdowych. “Kombinuję” więc, ja dolecę, mam samolot, ale odrzutowy czy aby nie wyląduje w sąsiedniej gminie? No będę katapultował się za każdym razem. Uwielbiam ekstremalne sporty. Tego mi żadne lotnisko w Ameryce nie zapewnia. Co mi tam. Adrenalina rzecz w zawodzie niezbędna. Co z transportem (dostawa i odbiór)? Patrzę na mapę i co widzę? Przejazdy kolejowe i… aż jeden wiadukt!!

Pan wybaczy wolę pewne miasto w USA, gdzie jest ponad 80 różnej wielkości mostów lub Wenecję. Rzut oka na rozkład jazdy pociągów i mam kolejne kropelki na czole. Wyrazy współczucia dla szefa logistyki. Patrzę na szerokość ulic. Jestem pod wrażeniem. Zmieszczą się dwa “jumbo” czy nie?

Wykręci czy nie? Zmieści się na rondzie czy zdemoluje pół miasta? Helikopterem wozić towar? A obwodnica jest może? Szukam w lokalnej prasie. Coś mowa o jakiejś S5, ale o co tu chodzi? Trudno znaleźć cokolwiek na ów temat. Dzwonię do urzędu, a to nie ma osoby właściwej a to gdzieś wyszła, w końcu udaje mi się “namierzyć” urzędnika. Sympatycznie się rozmawia, ale na pytania moje odpowiada zbyt mętnie. Tu zauważe, iż rozmowa odbywa się w języku polskim. Opowiadał mi znajomy o rozmowie w języku angielskim z polskim urzędnikiem. Szkoda słów…

Czytam strategię. No jak na lokalne warunki to nie dla mnie. Cel I jest dopiero w powijakach. Reasumując - brak bazy hotelowej, dróg oraz konkretnej informacji dla przedsiębiorców - ogólniki. Nie pytam już o takie rzeczy jak kanalizacja, koszty założenia telefonów (!) czy linii energetycznych. Zapewne odbędzie się to na nasz koszt. No cóż biznes to rzecz dla ludzi z charakterem, więc idziemy dalej.

Wydział Nieruchomości. Pierwsza lampka się zapala po słowach “bo my kochamy pieniążki” jakie słyszymy od szefa biura. Po naszej prośbie w jakiej cenie były sprzedawane grunty otrzymujemy jedną przykładową sprzedaż dla innego inwestora np. jakiegoś tam banku. Notujemy, aby sprawdzić później czy aby nie wprowadzono nas w błąd. Jak się nazajutrz okazuje to pokazano nam najdroższą wycenę. To detal, mówimy sobie i dajemy sobie spokój z dalszymi wycieczkami po pięknym mieście. To nie ma sensu. Dobrze jeszcze, że nie zostaliśmy okradzeni.

Przecież jest XXI wiek! Generalny wniosek jest tylko jeden - w Lesznie nie ma warunków dla lokalnego biznesu a co dopiero mówić o poważnych inwestorach. Zgoda na owe lotnisko, lecz dla turystów i miłośników różnych cudów świata. Na pewno nie dla poważnych partnerów. To raczej raj dla trzeciego garnituru kapitału. Nie dla pierwszej ligi. Mam także miłą wiadomość - tak jest w wielu miastach Polski. Bardzo wielu. Dlatego też prawdziwi inwestorzy obecnie przebywają na Ukrainie, na Białorusi (ano tak) czy w Chinach. I tam o dziwo nie mają lotnisk a inwestują. A dlaczego? “Niewiedza jest przyczyną lęków”… Inwestują, gdyż są to z natury poważni ludzie i szukają podobnych sobie a nie marzycieli.

Powyższe wypowiedzi internautów zbyt mocno pokazują po co owe lotnisko. Na pewno nie dla przyciągnięcia inwestorów. Od ponad piętnastu lat pewna i znana na całym świecie amerykańska firma bierze Polskę pod uwagę jako przyszły teren pod inwestycję. Co roku przyjeżdżają i obserwują Polskę. Miałem okazję kilkakrotnie towarzyszyć owym ekspedycjom. Wnioski nie napawają optymizmem. Wcale im się nie dziwię. A Leszno? Na mapie gospodarczej i atrakcyjności jest daleko w lesie. Sorry. Przyciągnięcie inwestorów to nie zabawa w dokumenty i pomysły z kapelusza. To rzecz bardzo poważna, wymagająca polotu, pomysłowości, konsekwencji, pewnego harmonogramu działań i solidnej realizacji.

Mam okazję Leszno obserwować dwukrotnie na przestrzeni kilku lat. Niewiele się zmieniło. Macie fatalnej jakości ulice - asfalt chyba jest robiony ręcznie i to z jak najgorszych materiałów albo część “wycieka”, złą organizację urzędu, sam wygląd zewnątrz i wewnątrz Waszego urzędu i ich oddziałów nie zachęca, lecz odstrasza, np. brak parkingu. Fatalna infrastruktura gastronomiczna i hotelarska. Brak zaplecza dla inwestorów. Piesze wędrówki od urzędu do innego wydziału i niska wiedza lub brak właściwych kompetencji nie zachęcają “ad hoc”, lecz odstręczają “hordy z worami”.

A co dalej? Jeśli już na dzień dobry są już takie trudności to jak ma wyglądać już sama inwestycja? Zapewniam, że prawdziwy inwestor to nie osoba, która piaskiem zasypuje część nie swojego gruntu i ma głęboką nadzieję, że przy odbiorze nikt się nie “kapnie” z urzędników o “nadmiarowym oszustwie gruntowym”. O takim przypadku w Lesznie słyszałem. A to nie przyciąga tylko odrzuca.

Na początek, Panie Grys należy się przygotować i to właściwie. Jak zrobić? Tak na gorąco podam Panu przykład, pierwszy lepszy. Jest taka międzynarodowa firma, mająca swoje filię na całym świecie, m.in. na Sri Lance. Tam w środku dżungli kilkanaście lat temu otworzyła swój oddział. Kilkanaście kilometrów od miasteczka uniwersyteckiego a ponad 50 od dużego miasta. Prowadzi tam droga asfaltowa, przy której leszczyńskie ulice to średniowieczne trakty, dukty i to pośrodku lasu tropikalnego.

Sam zakład jest architektonicznie wkomponowany w naturę, wszystkie hale posiadają klimatyzację, warunki socjalne mogą zazdrościć niemalże wszystkie firmy leszczyńskie. Samochody ciężarowe nie muszą zjeżdżać na pobocze czy mocno zwalniać przy wymijaniu. No i co roku są malowane pasy, czego nie można powiedzieć o Lesznie. A lotnisko? Jest ponad 50 km dalej…. Proponuję Panu, zebrać nieco środków i ruszyć w świat. Zobaczyć jak radzą sobie inni. Jak oni to robią.

Patrząc na artykuł nieco inaczej aż trudno nie zwrócić pewnej uwagi. Widać wyraźnie układ i rolę Pana Grysa. Nie, nie mam nic przeciwko układom, ale jednego rodzaju. Faktem jest, że nawet na Sri Lance musiał być jakiś układ, aby móc najpierw coś zrobić, wybudować. Dlaczego więc tam coś powstało a tu nie? Są dwa powody. Pierwszy to, że powstał układ mający na celu rozwój danego regionu a nie tylko dla “słabości” kilku “biznesmenów” - ciężko to pisać. A tak odbieram słowo “lotnisko” w Lesznie. Tu musi nastąpić alokacja wartości jakie winien reprezentować człowiek pracujący na rzecz danej społeczności. Ja także odbieram argumentację Panów, że lotnisko to kolejna zabawka dla zanudzonych na śmierć przedsiębiorców.

Czego oczekuje np. właściciel masarni po lotnisku? Kilkuset przedsiębiorców czy może “mrówek” z Ukrainy po jego wyroby? Ani jednego ani drugiego. Czy ich samoloty mogą przebywać w powietrzu takich krajów jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania? O lądowaniu nie mówię, bo “klocek” za 250 “kafli” to raczej pozwala na lot z Leszna do Zielonej Góry a nie do Brukseli. Taka jest prawda.
Prawdziwy inwestor nie lata “Wilgami” czy “Dromaderami” celem prowadzenia interesów. To dla niego sprzęt rekreacyjny jak rakieta tenisowa albo jeszcze jedna zabawka dla dzieci i znajomych. Tym to może “skoczyć” co najwyżej po śmietanę do sklepu.

Poza tym każda inwestycja ma przynosić zysk. Czy ktoś robił kalkulację? Podpowiadają mi, że może Panowie sami wybudują sobie lotnisko prywatnie, na swoich gruntach? Skoro stać ich na samoloty to żaden pryszcz kupić grunty lub na swoim zrobić nawet “Orly”. Według mnie ów pomysł to szyta grubymi nićmi farsa, to kolejne wyciąganie po cudze. Czytaj podatników. Tak jak wyłudzenie poprzez państwo gruntów byłych właścicieli nieruchomości leszczyńskich, którym zabrano majątek na podstawie dekretów stalinowskich a nie zwrócono, lecz “rozdano po zaniżonych cenach” wśród swoich.

Na zakończenie. Leszno zadziwia mnie zawsze dwukrotnie. No właściwie mieszkańcy, to ich miłość do żużla oraz do szybowców. Nie rozumiem obu sportów, nie zabieram w tej kwestii głosu. Jednak włodarze miasta zamiast “wygrać” na tych zamiłowaniach, robią wszystko aby pokazać się z jak najgorszej strony. Na całym świecie, tam gdzie pokazał się sukces sportowy to cały region korzystał na tym. Stwarza się warunki do dalszego rozwoju. Przechodząc obok stadionu żużlowego mam wrażenie, że mijam mentalność XIX wieku lub jeszcze gorzej. Słyszałem wiele dobrego o kibicach leszczyńskich, że z swoją drużyną są na dobre i złe. Miałem okazję zobaczyć ich na oczy. I jest tak faktycznie.

Należy tylko pochylić się z szacunku dla nich. Nie pojmuję wręcz dlaczego tak są poniżani przez Miasto? Nawet zapyziałe miasteczko kilkakrotnie mniejsze od Leszna w Holandii, Niemczech czy w Francji ma zadbany, czysty, estetyczny stadion. I to nie od wczoraj. Teraz już rozumiem dowcip mówiący o “wycieczkach” z centrum miasta do tego miejsca, była w nim mowa coś o miejskich szaletach… To wstyd. Przecież dla wielu merów, burmistrzów posiadanie takiej drużyny żużlowej i kibiców to najlepsza maszynka do robienia pieniędzy! Lepszą reklamę trudno sobie wyobrazić. Druga sprawa to lotnisko. Czy potrzebna jest rozbudowa i utrzymanie szkoły? Bezwzględnie tak. Jednak to ma być sztandarowa inwestycja miasta, gdyż grunty należą do jego mieszkańców.

Można współpracować w ramach projektu, w myśl ustawy PPP. Jednak nie może to się odbywać przy zamkniętej kurtynie i tylko w jednym celu - zaspokojenia ambicji małej grupki osób. Plan też musi zawierać elementy logiki - a co po roku 2012? Musi zawierać prawdziwe dane dotycząca całej kondycji technicznej miasta a nie wybiórcze i przekłamane. Może fabryka produkująca szybowce, części do nich itd.? Pomysł z lotniskiem musi mieć sens i cel społeczny. Jak na razie to zwykłe mrzonki i demagogia. Błędem było pozbycie się “Polmos-u”. Czy Leszno stać na następny? Przy tym sposobie myślenia i działania to moja następna wizyta w Lesznie odbędzie się wylądowaniem na pięknym lotnisku, gdzie wokół będą zgliszcza i slumsy. A po okolicznych wysypiskach z trudem będę rozpoznawał poznanych obecnie znajomych. Na marginesie słowo “emerytura” coś oznacza, może warto ją szanować?

Paul Lomax
Co ma portfel do wiatraka
Tekst ów ukazał się kilka lat wstecz w jedynym prawdziwym piśmie, jakie udało nam się znaleźć w Lesznie. "Puls Leszna" - pamięci osobom, które chciały coś zdziałać na rzecz rozwoju miasta. Po jakimś czasie, pismo zostało zlikwidowane. Nie znamy przyczyn. Możemy się tylko domyślać.
Wszystkim tym, którzy się boją lub wolą żyć w "boskim spokoju", chcemy powiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż bycie jeszcze jednym "zerem" w statystyce u innych i utrata własnej twarzy.
W archiwum znaleźliśmy jeszcze kilka autorskich tekstów, umieszczonych w "Pulsie Leszna". Ukażą się w najbliższym czasie.
Miłej lektury.
etiek.org